Dyskusyjny Klub Książki 1

 

Termin: 25.09.2012 – 65. spotkanie

Książka: Ignacy Karpowicz „Balladyny i romanse”

Liczba obecnych:  10 osób

 

 

            Wieloaspektowe „Balladyny i romanse” Ignacego Karpowicza wzbudziły wśród klubowiczów skrajne emocje, od zachwytu po całkowitą negację (tego nie można czytać).

            Początkowa realna rzeczywistość w książce zmienia się w synkretyczną bajkę o zstępujących bogach różnych kultur. Pomysłowość i fantazja autora jest niewyczerpalna. Najbliższy naszej kulturze Jezus mówi: „Jestem bogiem w Trójcy jedynym. To znaczy, że jedynym bogiem jest również mój Ojciec i Duch Święty. Jesteśmy jednością, aczkolwiek jesteśmy też osobni. Niezły pomysł, ciut skomplikowany. Od początku mówiłem Ojcu i Gołębicy, że ludzie tego nie załapią”, a potem kiedy Jezus z Nike zamieszkują w Polsce neguje sens zmartwychwstania: „Zstąpiłem, żeby dać przykład, jak żyć szczęśliwie bez fajerwerków wniebowstąpienia, bez nadziei nieba. Zstąpiłem by umrzeć do końca i zachęcić innych do umierania w podobny sposób. Myślałem, że gdy żyje się tylko raz, to żyje się lepiej --- warto być dobrym i przyzwoitym, ponieważ drugiej szansy nie będzie, co znaczy również, że nie będzie nagrody i kary.”

            Z innymi bogami Karpowicz poczyna sobie równie lekko, a Polska będąca dla bogów w promocji jest miejscem gdzie: „Infrastruktura nie jest (...) najmocniejszym punktem, lepiej rozwinięta jest martyrologia.”

            Obrywamy od autora wszyscy: „Oglądamy seriale bardzo inteligentne oraz bardzo głupie. Literaturę spożywamy wyłącznie najgorszej jakości, interesuje nas styk grafomanii z upośledzeniem umysłowym. Mistrzem w tym gatunku jest Coelho, i nawet Dan Brown nie dorasta mu do pięt...”.

            Współczesny kryzys religii, ale co dalej, co zamiast? Spożywcza demokracja, dewaluacja wartości??? Nasza obecna popkultura polega na zaspokajaniu prawdziwych potrzeb w fałszywy sposób, nawet można nazwać to uproszczoną wersją chrześcijaństwa.

            Przez całą książkę wyczuwa się tęsknotę za poukładanym światem, gdzie każdy skutek ma swoją przyczynę. Pomimo dowcipnego i barwnego języka, książka nie jest optymistyczna. Nie powinni sięgać po nią czytelnicy nielubiący baśni i mitologii.

            Dla jednych klubowiczów „Balladyny i romanse” były wulgarne i prostackie, dla innych subtelne, delikatne, zachwycające --- jedna z ciekawszych polskich książek ostatnich lat !!!